wtorek, 16 czerwca 2026

Lemuria i Atlantyda

 Kontynent Mu (co najmniej od około 430 tysięcy lat temu) obejmował tereny dzisiejszej Afryki, Madagaskaru, Australii, Nowej Zelandii, Oceanu


 Indyjskiego po Himalaje 


Około 400 tys. lat temu Mu Oceanu Indyjskiego zatonęło. Od około 52-14,5 tys. lat temu Mu Pacyfiku, jako Lemuria
Przez bardzo długi czas przed upadkiem świadomości Lemurianie żyli w częstotliwości piątego wymiaru i mogli bez problemu przełączać się z piątej na trzecią. Mogli tego dokonywać, kiedy było to pożądane, z intencji i energii serca. Rasa Lemurian była mieszanką istot pochodzących głównie z Syriusza, Alfa Centauri i mniejszej ilości Centralnej Poświaty zwanej dziś Plejadami oraz z innych planet. W końcu, gdy rasy te zmieszały się na Ziemi, uformowały cywilizację Lemurii. Lemuria była kolebką cywilizacji na Ziemi, „Ojczyzną”, która pomagała w ewentualnym narodzinach wielu innych cywilizacji. Ostatecznie w wyniku eskalacji między dwoma głównymi kontynentami Lemurii i Atlantydy doszło do wielkich dewastacji. 25 tysięcy lat temu, Atlantydą i Lemuria, dwie najwyższe cywilizacje tamtych czasów eskalowały ideologicznie ze sobą. Miały dwa bardzo różne pomysły na temat kierunku innych cywilizacji na tej planecie. Lemurianie byli zdania, że inne mniej rozwinięte kultury powinny zostać pozostawione same sobie, aby kontynuować własną ewolucję we własnym tempie, zgodnie z ich zrozumieniem i ścieżką. Atlantydzi natomiast chcieli, by wszystkie mniej rozwinięte kultury powinny zostać opanowane i kontrolowane przez dwie bardziej rozwinięte rasy cywilizacyjne. Spowodowało to serię eskalacji termojądrowych między Atlantydą a Lemurią. Później, kiedy wszystko się skończyło i kurz opadł, nie było nawet zwycięzców. Podczas tych niszczycielskich eskalacji ludzie wysoce cywilizowani pochylali się na dość niskich poziomach, aż w końcu zdali sobie sprawę z daremności takich zachowań. Ostatecznie Atlantydą i Lemuria stały się ofiarami własnej agresji, a ojczyzny obu kontynentów zostały bardzo osłabione przez te wydarzenia.
Wizja Lemurii 

14.500 lat temu

Przed nami pałac w kształcie pagody o dachach pokrytych złotem, z wieżami, portalami, olbrzymimi oknami wychodzącymi na wspaniałe ogrody, z emaliowanymi basenami, w których woda tryska z fontann i opada tworząc tęczę z promieni słońca w zenicie. Setki ptaków siedzi na gałęziach drzew rosnących wszędzie w olbrzymich parkach i ogrodach, co dodaje kolorytu tej magicznej scenerii.
Ludzie ubrani w tuniki o różnych stylach i kolorach spacerują grupkami pomiędzy drzewami lub obok basenów. Niektórzy siedzą medytując poniżej kwiecistych altanek zbudowanych specjalnie dla ich wygody i schronienia. 
Miasto nocą jest podświetlone, jednolicie przez duże latarnie-globusy w kształcie kuli, tak jak Droga Ra, droga prowadząca do pałacu w Savanasie. Latarnie-globusy usytuowane wzdłuż Alei w rzeźbionych kolumnadach, podświetlają ją, stwarzając wrażenie dnia. Latarnie-globusy zamieniają energię nuklearną na światło i potrafią pracować przez tysiące lat bez przerwy. Dominującym elementem scenerii jest budowla, która wyłania się w oddali za pałacem - gigantyczna piramida.
Posągi, drzewa i  latarnie-globusy wzdłuż Alei Ra, prowadzącej do pałacu w Savanasie
Za pałacem we wszystkich kierunkach rozciąga się płaskowyż. Droga o szerokości przynajmniej 40 metrów, która wygląda na zrobioną z pojedynczego bloku kamiennego, prowadzi z centrum ogrodów na płaskowyż. Otaczają ją dwa rzędy potężnych drzew dających cień, które rosną pomiędzy olbrzymimi, stylizowanymi posągami do 50 metrów wysokości. Na niektórych posągach znajdują się kapelusze, czerwone lub zielone o szerokich rondach. W ciągu dnia tłum jaskrawo ubranych ludzi wypełnia centralną aleję i ogrody pałacowe a do czubka piramidy przyłączona była olbrzymia biała kula. Ludzie jeżdżący konno i na innych dziwnych czworonożnych zwierzętach o głowach przypominających delfiny. To są Akitepayos. Zwierzę wielkości bardzo dużego konia, ma wielokolorowy ogon, który czasami rozszerza się jak wachlarz, podobnie jak ogon pawia. Jego zad jest szerszy niż u konia; ciało jest porównywalnej długości, ramiona wyłaniają się z ciała jak skorupa u nosorożca, a nogi przednie są dłuższe od tylnich. Całe jego ciało, za wyjątkiem ogona, pokrywa długa, zielona sierść. Kiedy galopuje, przypomina bieg wielbłąda.
Przechadzający ludzie - charakterystyczne cechy ich języka. Jest bardzo przyjemny dla ucha i zdaje się zawierać więcej samogłosek niż spółgłosek.
Maszyny, dokładnie takie jak te 'latające spodki', stoją w szeregu na olbrzymim polu na skraju płaskowyżu. Ludzie wysiadają i wsiadają do 'latających maszyn', które zabierają ich do olbrzymiego budynku, który  służy za port lotniczy. Na lądowisku latające maszyny wydają świszczący dźwięk, który jest znośny dla 'ucha'.
Droga to nie jeden olbrzymi kamienny blok, jak się wydaje, ale ciąg olbrzymich kamiennych płyt, które były tak precyzyjnie wycięte i ułożone, że ledwo było widać złączenia.
Znad skraju płaskowyżu rozciąga się panoramiczny widok na olbrzymie miasto i port morski, a za nim, na ocean. Szeroka miejska ulica; po obu stronach stoją domy o różnych rozmiarach i planach architektonicznych. Większość domów jest otoczona kwiecistymi tarasami, na których są bardzo piękne gatunki ptaków. Skromniejsze domy, bez tarasów, mają zamiast tarasów pięknie wykonane balkony - także ukwiecone. Daje to zachwycający efekt - jak chodzenie po ogrodzie.
Ludzie na ulicach albo chodzą albo latają około 20 centymetrów nad ziemią, [stojąc] na małych latających platformach, które nie wydają żadnego dźwięku. Jest to przyjemny sposób podróżowania. Jeszcze inni jadą konno. Nie ma żadnych sklepów albo czegoś w tym rodzaju. Zamiast tego stoi zadaszony plac targowy, gdzie na 'stoiskach' wystawione są wszystkie rodzaje towarów, których serce lub podniebienie może zapragnąć. Są ryby:  tuńczyki, makrele, bonitoes i płaszczki. jak również wielki wybór warzyw i owoców. Jednakże najwięcej jest kwiatów, które wydają się wypełniać całą przestrzeń. Ludzie uwielbiają kwiaty, noszą je we włosach lub trzymają w rękach. 'Klienci' biorą, co tylko chcą, nie dając nic w zamian - żadnych pieniędzy, ani niczego, co służyło za substytut. ‘Nie używa się pieniędzy, ponieważ wszystko należy do społeczeństwa. Nikt nie oszukuje - życie społeczne przebiega w doskonałej harmonii. Z biegiem czasu nauczyli się przestrzegać dobrze ustanowionych i dobrze zbadanych praw, które pasują im doskonale.
Większość ludzi mierzy od 160 do 170 centymetrów wzrostu, ma jasno brązową skórę a ich włosy i oczy są czarne - bardzo przypominają rasę polinezyjską. Pośród nich jest także trochę białych, wyższych ludzi, mierzących około dwóch metrów wysokości o jasnych włosach i niebieskich oczach, a także w większej liczbie ludzie rasy czarnej. Ci ostatni są wysocy, podobnie jak biali, i jest ich kilka 'rodzajów', łącznie z takimi jak Tamilowie i innymi o uderzającym podobieństwie do Aborygenów w Australii.
W porcie cumują statki o różnych kształtach i rozmiarach. Molo jest zbudowane z gigantycznych kamieni, pochodzących z kamieniołomów Notora leżących na południowym wschodzie kontynentu. Cały port jest sztucznie zbudowany a w nim urządzenia do budowy statków, przeładunków, do przeprowadzania napraw.
Statki w porcie reprezentowały szeroki wachlarz - od statków żaglowych przypominające statki z osiemnastego i dziewiętnastego wieku do nowoczesnych jachtów; od statków parowych  do ultra nowoczesnych statków towarowych o napędzie wodorowym. Olbrzymie statki zakotwiczone w zatoce były statkami antymagnetycznymi i antygrawitacyjnymi.
W porcie unosiły się na wodzie, ale kiedy płynęły pod obciążeniem kilku tysięcy ton, poruszały się z szybkością od 70 do 90 węzłów, tuż nad wodą - nie wydając przy tym żadnego dźwięku.
 ‘Klasyczne’ statki stojące w porcie, należały do ludzi z odległych lądów - Indii, Japonii, Chin - które były skolonizowane przez Mu. Ludzie w tych krajach nie byli jednak w stanie odnieść korzyści z technologicznego postępu. Przywódcy Mu wiele ze swojej wiedzy naukowej trzymali w tajemnicy, na przykład wiedzę o energii nuklearnej, antygrawitacji i ultradźwiękach. Taka polityka zapewniała, że utrzymywali swoje zwierzchnictwo na Ziemi i gwarantowała im bezpieczeństwo.
Medytujący w piramidzie Król odchodzi z tego świata. Jego Obłok wybucha z wielkim hukiem i rozlega się jednogłośny okrzyk radości wszystkich zebranych. Kiedy ciało fizyczne umiera, uwalnia się istota Astralna. Wydarzenie śmierci jest świętowane. W ciągu trzech dni Ciało Astralne Króla opuszcza Ziemię i łączy się z Wielkim Duchem, ponieważ podczas swego ostatniego życia na Ziemi, zachowywał się przykładnie.
Wystrój ulega ponownie zmianie. Olbrzymi tłum ciągnący się daleko, jak ‘okiem’ można tylko sięgnąć. Zebrani dygnitarze łącznie z postacią ubraną w najbardziej delikatną szatę jaką sobie można wyobrazić. To nowy Król Mu. Z rąk jednego z dygnitarzy nowy Król przyjmuje wspaniałą 'koronę', którą nakłada sobie na głowę. Okrzyk radości rozlega się wśród tłumu. 
Kontynent Mu - najbardziej rozwinięty naród na planecie i rządzący ponad jej połową, ma nowego Króla.
Tłum szaleje z radości. Tysiące małych baloników w kolorach granatowym i jasno-pomarańczowym szybuje ku niebu, a orkiestra zaczyna grać. Muzycy z 'orkiestry', w liczbie około dwustu, grają na nieruchomych latających platformach, które rozmieszczone są po całym parku wokół pałacu i piramidy. Na każdej platformie gra grupka muzyków na niezwykle dziwnych instrumentach i to w taki sposób, że dźwięk rozlega się jakby z gigantycznych stereofonicznych głośników.
‘Muzyka’ w ogóle nie przypomina muzyki, jaką znamy. Za wyjątkiem typowego fletu, który wydaje dźwięki o bardzo specyficznej częstotliwości, wszystkie instrumenty modulują dźwięki natury, na przykład, powiew wiatru, brzęczenie pszczół na kwiatach, śpiewy ptaków, dźwięk deszczu padającego do jeziora lub fal uderzającej o plażę. Wszystko to jest zręcznie zaaranżowane - dźwięk fali powstałej w ogrodach, przemieszczają się ponad głowami i dochodzą do Wielkiej Piramidy. Nadzwyczajne spotkanie, któremu przewodniczy Król w otoczeniu wyłącznie jego sześciu doradców.
Dwadzieścia lat później. Król spotyka się z sześcioma doradcami, sprawa jest poważna. Każdy z obecnych wygląda poważnie, bo omawiane są szczegóły techniczne!
Jeden z doradców twierdzi, że urządzenie nieraz zawodzi, ale nie ma wielkiego powodu do zmartwienia. Inny twierdzi, że sejsmograf jest niezwykle dokładny, ponieważ ten sam model sprawdził się w czasach pierwszej katastrofy, która wydarzyła się na południu kontynentu.
Kiedy mówią, pałac nagle zaczyna się trząść jak liście na wietrze. Król powstaje, jego oczy są szeroko rozwarte ze zdziwienia i strachu; dwóch z jego doradców spada z siedzeń. Na zewnątrz duży hałas dochodzący z miasta.
Scena zmienia się. Księżyc w pełni oświetla ogrody pałacu. Wszystko jest spokojne - zbyt spokojne. Jedyny dźwięk, jaki daje się słyszeć, to tępe dudnienie dochodzące z nad skraju miasta.
Służący wybiegają z pałacu i rozpierzchają się we wszystkich kierunkach. Kilka kolumn podtrzymujących latarnie-globusy, które oświetlały Aleję, leżą z na ziemi roztrzaskane. Wyłaniając się szybko z pałacu, Król i jego świta wspinają się na latającą platformę i kierują się w pośpiechu na lotnisko. Na polu wokół latających statków i przy budynku lotniska panuje zamieszanie. Niektórzy ludzie pędzą do statków krzycząc i przepychając się. Latająca platforma Króla szybko rusza w kierunku jednego ze statków, który stał na uboczu: wsiada do niego Król i jego świta. Inne statki już odlatują, gdy głuchy dźwięk rozlega się z głębin Ziemi - dziwny, ciągły dźwięk taki jak piorun.
Lotnisko rozdziera się gwałtownie jak kartka papieru. Olbrzymi kłąb dymu i zasłania widoczność. Statki, które właśnie startują zostają schwytane w pułapkę wewnątrz ognia i eksplodują. Ludzie biegnący na lotnisko znikają w szczelinie. Statek Króla, wciąż stojący na ziemi, zapala się i wybucha.
W tym momencie, jak gdyby śmierć Króla była sygnałem, Wielka Piramida przewraca się w jednym kawałku do przepaści, ciągnącej się wzdłuż płaskowyżu i rozszerzającej się co sekundę. Piramida chwieje się przez moment na skraju przepaści a następnie z wielkim wstrząsem jest pochłonięta przez płomienie.
Scena zmieniła się. Widok lotniska, które zdawało się falować jak fale oceanu. Budynki zapadają się, towarzyszą im okrzyki przerażenia ze scen horroru, które pojawiają się i znikają wśród płomieni.
Następują ogłuszające eksplozje pochodzące z głębi Ziemi. Całe ‘dzielnice’ zapadają pod ziemię; olbrzymie obszary kontynentu idą ich śladem. Ocean wdziera się, aby zapełnić olbrzymią otchłań, która powstała i nagle cały płaskowyż Savanasy tonie pod wodą, jak olbrzymi tonący statek, ale o wiele szybciej. Uformowane potężne wiry, wewnątrz których ludzie chwytający się w desperacji wraków, na próżno próbując przeżyć. Wydarzyło się to 14,500 lat temu.
Na całym kontynencie podobny widok i tę sama katastrofa. Woda pędzi gigantycznymi falami przez równiny i je zatapia. Wulkan, który właśnie wybucha. Skały przemieszczają się regularnym ruchem, jak gdyby gigantyczna ręka unosiła je nad przepływem lawy i tworzy góry. Dzieje się to w krótkim czasie, jak zniknięcie płaskowyżu w Savanasie.
 ‘Do Ameryki Południowej, kataklizm jeszcze nie dotarł. Wybrzeże, port i molo dużego portu morskiego w Thiacuano. Jest noc i księżyc w pełni oświetla ląd, chociaż już wkrótce ma zajść. Na wschodnim niebie nikły błysk zwiastuje zbliżający się świt. Straże patrolują molo, gdzie cumują liczne łodzie.
Kilku awanturujących się hulaków wchodzi do budynku, na którym pali się małe nocne światło. Widać tu kilka kulistych latarni-globusów - lamp z Mu - ale tylko kilka.
Nad kanałem, kilka statków kierujących się w stronę morza śródlądowego (obecnie Brazylii).
Delikatny podmuch wiatru wieje z zachodu popychając statek od strony rufy. Ma mały żagiel, ponieważ manewruje w strefie zatłoczonej przez liczne łodzie. Na pokładzie trzy maszty w okazałym stylu, mierzące około 70 metrów wysokości. Był zdolny rozwijać dużą szybkość na otwartym morzu.
Olbrzymi wybuch daje się nagle słyszeć w oddali na zachodzie, potem następny jeszcze bliżej. Niebo, po stronie zachodniej, zaczyna się jarzyć. Jeszcze bliżej pośród wielu ostrzejszych eksplozji widać erupcję wulkanu, który rozświetla zachodnie niebo w promieniu około 30 kilometrów.
Gorączkowe poruszenia w kanale i w porcie, gdzie rozbrzmiewają okrzyki i wyją syreny.
Słychać tupot i marynarze spod pokładu rozbiegają się po całym mostku. Na obrzeżach miasta na tle żarzącego się wulkanu widać błyszczącą kulę, która bardzo szybko wznosi się ku niebu i ostatecznie znika z pola widzenia.
Ziemia zaczyna się trząść i dudnić. Dodatkowe trzy wulkany wyłaniają się spod powierzchni oceanu niedaleko brzegu, po to tylko, aby je pochłonęła woda tak szybko, jak się wcześniej pojawiły. Powoduje to falę o amplitudzie około 40 metrów, która pośpiesza ku wybrzeżu z piekielnym hukiem. Jednakże zanim dosięga miasta, ląd zaczął się unosić. Port, miasto i okolica  - cała część kontynentu - wznosił się raptownie blokując atak fal. Okrzyki ludzi dochodzą jak dantejski pisk. Dostają szału z przerażenia, ponieważ unoszą się razem z miastem, jak gdyby w windzie a ich unoszenie zdaje się nie mieć końca.
Łodzie roztrzaskują się na kawałki miotane przez ocean na skały.
Wygląda, że Ziemia zupełnie przebudowywała swój kształt. Miasto znika, gdy nagle gęste czarne chmury napływają masowo z zachodu zasypując ląd lawą i pyłami wyrzuconymi przez wulkany.  
Apokaliptyczny koniec. 
Przeszło 14 tysięcy lat temu Lemuria Pacyfiku zatonęła, pozostawiając po sobie wyspy Fiji, Tonga, Samoa, Cook, Tahiti, Marquesas i Easter Island (słynne posągi). Kontynent odpowiadający dzisiejszej Ameryce powstał po zatonięciu Lemurii.
 

W Centralnej Świątyni Lemurii na Pacyfiku Płomień Boskiej Matki był skupiony w Złotym Mieście Słońca.  Wołania do  Logosu Słońca, intonacja świętych dźwięków i mantr przez kapłanów i kapłanki Świętego ognia, utrzymywały równowagę sił kosmicznych w imieniu fal życia planety, tworząc pomiędzy Ziemią a Słońcem, łuk światła, poprzez który otrzymywano energie Solar Logoi. Stopniowo świadomość wielu synów i córek Boga zstępowała jednak z poziomu samoświadomości Boga do planu dualności względnej świadomość dobra i zła a ich energie opuszczały się od wyższych czakr do niższych. Ich potrójny płomień został zredukowany do migotania. Płomień Matki na ołtarzu Centralnej Świątyni życiodajnego Świętego ognia  zgasł. Centralny kontynent Lemurii na Pacyfiku objął niszczycielski kataklizm. powodując jego zatonięcie a było to około 14 tysięcy lat temu. ... cd Lemuria i Mount Shasta


Kiedy ewoluujące dusze Lemurii a później Atlantydy 
odeszły od kosmicznego prawa, utraciły kontakt ze swym płomieniem, Rada Kosmiczna orzekła, że nie ma już możliwości kontynuowania ewolucji na Ziemi przez istoty, które świadomie zignorowały Boski płomień w swych sercach.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz